2002: Budzimy się razem

Cerata jest biała, w niebieską kratkę, lepi się rozsypany cukier, wylana herbata. Na tym elektryczny czajnik, metalowy kubek, łyżeczki. I podłoga się klei. Przyjdzie matka - posprząta, jak zawsze każdego popołudnia (jeśli akurat nie ma dyżuru w szpitalu, jest lekarzem). Będzie zmęczona, ale lubi porządek, więc zetrze stół i w milczeniu zmyje podłogę.
Nad stołem, w delikatnych ramach, wisi wielka czarno-biała fotografia. Patrzy z niej nieduży chłopiec. Ma bujną czuprynę, niepokój w spojrzeniu i zaciśnięte usta. Jest jedynym ukochanym synkiem swoich rodziców. Nazwali go Jakub. Ma siedem, może osiem lat i kłopoty ze zdrowiem. Ale jeszcze nie wie, że dwadzieścia lat później będzie całymi dniami leżał na łóżku obok stołu z lepiącą się ceratą.
Twarz będzie miał w strupach i w świeżych ranach. Będzie się drapał, uderzał głową o kanty, walił pięściami we własny kark albo palce wkładał sobie do oczu. Dwa naraz. Z wielką siłą będzie kopał w materac, w ramę łóżka, w szafkę. A kiedy akurat wstanie – w szybę w drzwiach albo w oknie. Albo w licznik gazu. Kiedy ktoś koło niego usiądzie, kopnie nagle i jego. Albo zamachnie się, żeby mu przyłożyć w głowę. Tak znienacka, że nie sposób się uchylić. Będzie niecierpliwy, porywczy. Niczego nie przeczyta, bo kiedy weźmie do ręki gazetę, zaraz podrze ją w strzępy. Nie obejrzy telewizji, bo świat nie będzie go już interesował. Będzie wydawał mu się zły, wrogi, obcy. I będzie to prawda, bo świat nie toleruje kogoś, kto nagle i bez powodu krzyczy tak głośno, jak chyba żaden inny człowiek nie potrafi krzyczeć. Świat nie lubi kogoś, kto szczeka, ryczy. Będzie to ryk (co pół minuty, co minutę, co dwie), który trzęsie szybami w oknie i budzi sąsiadów. Świat nie rozumie, że ktoś kopie, choć wcale tego nie chce.
Jakub będzie klął, obrażał: - Kurwa! Wypierdalaj stąd, chuju!
Jego mózg będzie generował komunikaty i wysyłał je do reszty ciała z nieludzką szybkością: ciągły pożar, rozszalały huragan, szaleńczy bieg myśli. Co pomyśli, natychmiast musi powiedzieć, zrobić. Nic go nie powstrzyma, nic nie poskromi, niczego sam nie pohamuje. Jego ciało miotane jakąś dziką energią odbijać się będzie od łóżka jak od trampoliny. Wystrzeli w kierunku sufitu i natychmiast spadnie jak worek. Nie raz, nie dwa z tego powodu zarwie łóżko. Trzeba je będzie naprawiać. Ojciec Jakuba codziennie będzie naprawiać coś, co jego dorosły syn zniszczy.

Grzywka

Kiedy rano otwierał oczy, śmiał się do mamy i taty. Taki był początek. Jakub spokojny, zdrowy. Miał półtora roku, kiedy rodzice musieli go zawieźć do szpitala na operację przepukliny. Mama towarzyszyła mu cały czas: i przed, i po operacji. Byli tam tylko trzy dni. Kto by się spodziewał tego, czego do dzisiaj nikt nie potrafi wyjaśnić: po zabiegu, jak twierdzi matka, oddano jej innego Jakuba. Krzyczał, miał złe spojrzenie i za dużo energii. Nie mógł się uspokoić, nie spał przez kolejne trzy dni i trzy noce. Nie wiadomo, co było tego powodem: złe znieczulenie? ból? strach?
Mama z tatą przez trzy doby na zmianę nosili Jakuba w objęciach. Był agresywny: zwalił wielki wazon, ugryzł ojca w ucho. Dopiero wtedy zasnął.
Obudził się szybko: z zaciśniętymi ustami. I tak już zostało: bez uśmiechu, bez spokoju, bez ciszy. Zawsze w ruchu, szybko, głośno.
Miał pięć lat, kiedy z dziadkiem pojechał do Zakopanego. Może te wakacje miały jakieś znaczenia dla tego, co z Jakubem działo się później, kto to wie? Tam zaparował na zapalenie oskrzeli. Ale taka infekcja zdarza się wielu dzieciom. Dostał lekarstwo, gorączka spadła. Niedługo potem rodzice zauważyli, że syn rusza głową inaczej, niż wszyscy ruszają: ciągle odrzucał włosy.
Poszli do fryzjera skrócić mu grzywkę.
Fryzjer nie pomógł. Jakub ruszał głową tak, jakby głowa mu przeszkadzała.
Mijały miesiące: on mrugał oczami częściej, niż ludzie normalnie mrugają. Jakby ktoś po powieki nasypał mu piachu.

Jajko

Teraz matka i ojciec są w pracy. Tam mają więcej spokoju niż w domu. Jakub (blady, drobny, ubrany w trykotową koszulkę i dresowe spodnie) podnosi się z łóżka. Krzyczy. Staje przed fotografią małego chłopca. Na stole ma własny czajnik, metalowy kubek i herbatę. Nie korzysta z kuchni, żeby nie robić tam bałaganu. Czasem pójdzie do lodówki po mleko, ale woli nie. Bo mlekiem zaleje wszystko, co jest w lodówce. Mama będzie miała pretensje.
Robi sobie herbatę, rozlewa na ceratę, rozsypuje cukier.
Teraz idzie do łazienki. Tam zamiast deski klozetowej ma na muszli gumową poduszkę w kształcie podkowy. Bo nie potrafi usiąść normalnie na sedesie. Musi na niego skoczyć. Niejedną deskę w życiu w ten sposób połamał, nieraz pokaleczył sobie pośladki.
Teraz myje zęby. Chciałaby zakręcić tubkę, tak jak ludzie zakręcają. Ogolić się nożykiem i nie pociąć twarzy. Pobiec po bułki na śniadanie i nie wysypać ich w drodze powrotnej. Kupić gazetę, zaparzyć kawę, poczytać przy śniadaniu. Zjeść jajko na miękko i nie zrobić z niego kogla-mogla. Pójść na miasto, pojeździć miejskim autobusem, nie zwracać niczyjej uwagi, nie przyciągać spojrzeń. Na poczcie postać w kolejce, zapłacić rachunki. Pójść do urzędu, pozałatwiać urzędowe sprawy. Pójść do kina, do teatru. Wypić coca-colę w wysokiej szklance i nie rozlać jej. Zaprosić kobietę do restauracji. Zjeść z nią kolację z delikatnej porcelany. Wypić wino z najcieńszego szkła. Być z nią.

Miska

Skończył siedem lat. Poszedł do szkoły: rano chodził do zwykłej, po południu do muzycznej. Uczył się gry na skrzypcach. Miał iść w ślady dziadka – skrzypka w wielkiej orkiestrze. To coś, co w Jakubie mieszkało, nie pozwoliło mu grać. Nie mógł utrzymać smyczka. O te skrzypce Jakub do rodziców ma teraz pretensje.
- Może ja miałem przerost ambicji – mówi dzisiaj ojciec. – Może za wiele chciałem.
Może popołudniowe lekcje były zbyt wielkim obciążeniem dla małego chłopca? Bo to coś powoli, ale nieubłaganie schodziło z głowy coraz niżej: dziwne ruchy ramion, niekontrolowane machanie rękami. Chłopiec nie mógł tego zatrzymać, a bardzo chciał.
Pani profesor neurolog, pojechali do niej całą rodziną aż do Krakowa, obejrzała Jakuba i nazwała chorobę: zespół Tourette’a. Mruganie, wzruszanie ramionami, grymasy twarzy – to klasyczne objawy. Powiedziała, że z tym można żyć, że nigdy wszystkie objawy nie występują razem, że mimowolne ruchy (tiki) po okresie dojrzewania powinny przejść.
Ale tourette, który mieszkał w Jakubie, wciąż schodził niżej: chłopiec zaczął podskakiwać, kopać.
Patrzył na rodziców, którzy nie potrafili mu pomóc.
Profesorowie medycyny (w Katowicach, w Warszawie) uspokajali, że tak w tej chorobie bywa: podskakiwanie, kucanie, oblizywanie lub wąchanie to klasyczne objawy, choć nie wszystkie występują u każdego turetyka. Bywają chorzy, którzy mają jeden mały tik (mruganie albo „poprawianie” ramion) i nigdy nie przychodzą z nim do lekarza.
Jakub musiał przychodzić. Lekarze wciąż kazali mu czekać na dojrzewanie. Bo u większości znanych medycynie turetyków tiki uspokoiły się lub nawet zupełnie zniknęły, kiedy weszli w biologiczną dorosłość. Ci, u których tiki nie zniknęły zupełnie, i tak żyją normalnie. Zakładają rodziny, pracują: są urzędnikami, nauczycielami, lekarzami.
Jakub, kiedy był chłopcem, mówił, że będzie lekarzem, jak mama. Docentem najlepiej, bo często z docentami przebywał. Lubił ich, choć nie potrafili mu pomóc. Potrafili jedynie wyjaśnić, że tourette to szereg zaburzeń procesów biochemicznych w mózgu spowodowanych prawdopodobnie nadmiarem przekaźników: neurotransmiterów pobudzających, przede wszystkim dopaminy. Przepisywali więc lek o nazwie haloperidol, który wprawdzie nie leczył, ale miał obniżać poziom dopaminy i w ten sposób ograniczać tiki. Dla Jakuba (i dla wielu innych turetyków) nie był to żaden ratunek: powodował sztywnienie mięśni, jeszcze większe zaburzenia koncentracji i depresję, bo przy okazji obniżał poziom innego neuroprzekaźnika – serotoniny odpowiedzialnej za nastrój.
Matka jeździła po klasztorach i od braci kupowała Jakubowi zioła. Nie pomagały.
Profesorowie i doktorzy czytali książki, wiedzieli coraz więcej: na każde dziesięć tysięcy ludzi na tourette’a choruje pięć osób. Mężczyźni prawdopodobnie cztery razy częściej niż kobiety. Ale przyczyna choroby wciąż nie jest znana.
Nauczyciele Jakuba niczego nie rozumieli. Byli bezlitośni: - Opanuj się! – krzyczeli.
Rówieśnicy (ośmio-, dziewięciolatkowie) mieli więcej zrozumienia, rozmawiali z Jakubem, jakby jego tików nie widzieli.
Nauczyciele zażądali, aby rodzice zabrali Jakuba do szkoły specjalnej: - On dekoncentruje klasę – mówili. Rodzice nie spełnili prośby: syn rozwijał się, uczył, był inteligentny, czytał.
Miał czternaście lat, gdy przestał panować nad okrzykami. Neurologia nazywa je tikami wokalnymi albo wokalizacjami: chrząkanie albo szczekanie, mruczenie albo prychanie, huczenie, stękanie, krzyk. Nie było wyjścia: przestał chodzić do liceum, nauczyciele uczyli go w domu. Ale jeszcze potrafił zjeść normalnie. To znaczy: w restauracji nie roztrzaskać talerza.
Profesorowie nie mieli racji. Jakub dojrzał, zdał maturę, ma dzisiaj dwadzieścia osiem lat i musi jeść z metalowej miski. Prawdopodobnie niewielu turetyków na świecie ma tak silne tiki i natręctwa: nie kontroluje odruchów, kaleczy się, nie potrafi skoncentrować, jest impulsywny, głośny, wulgarny. Przymus wykrzykiwania wulgarnych słów medycyna nazywa koprolalią. Przymus powtarzania własnych słów lub całych zdań – bo i to Jakub ma – nazywa się palilalią.
- Myślę czasem – mówi, podrzucając do góry butelkę z wodą – że opętał mnie szatan.
Próbował lekarstw, ziół, próbował i egzorcystów. Egzorcysta kazał mu uklęknąć i nałożyć różaniec na szyję. Kropił go wodą święconą, wygłaszał stosowne formuły. Pobożna ciotka, która Jakubowi towarzyszyła, była podobno przerażona. On krzyczał jak zwykle. Potem poczuł senność. Zawsze, kiedy śpi – tak jest w tej chorobie – przestaje tikać. Śpi spokojnie, cicho. Tourette śpi razem z nim, daje mu odpocząć. Rano (zwykle przed świtem) budzą się razem, tak są do siebie przywiązani.

Przywiązanie

Znowu leży. Jak wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu i pięć lat temu. Na materac matka nałożyła prześcieradło z gumką. Żeby tak łatwo nie skopał łóżka, nie zrobił zaraz barłogu, żeby leżał jak człowiek. Jakub zasypia, choć słońce świeci wysoko. Znowu się budzi. Czeka na ojca, który przyjdzie z pracy po drugiej. Chciałby z nim porozmawiać, bo ile można milczeć.
- Kurwa! Waaa! Uś! Uś! – Jakub nigdy nie milczy. Krzyczy nawet, kiedy jest sam. I leci pod sufit i spada.
– Spierdalaj stąd, chuju! – ryczy, gdy ojciec staje w drzwiach.
- Wypierdalaj, suko! – to do matki.
Pytanie, które zadają sobie rodzice, jest takie: czy agresja syna jest objawem choroby, czy raczej jej skutkiem? Tourette Jakuba to tiki, natręctwa, przymus wykrzykiwania wulgarnych słów. Ale słów pojedynczych, a nie całych zdań.
To gniew. Z uwiązania, z klatki. Rodzice to wiedzą. Nie może z niej wyjść, choć drzwi są otwarte. Boi się ludzi, woli leżeć. Nie jest upośledzony, nie jest nawet głupi. Bóg nie odebrał mu rozumu. Jakub myśli, wszystko pojmuje, nazywa. Rozumie, że niszczy, i zwykle tego żałuje, przeprasza nawet. Ale co miał zrobić, skoro musiał? Bo jest genetycznym śmieciem. Tak siebie nazywa. Pyta, każdy by tak pytał, dlaczego ja? Za co tak jestem skrzywdzony? Tyle życia bez normalnej rozmowy z innym obcym człowiekiem, bez uścisku dłoni, bez dzień dobry i bez do widzenia, bez życzliwej wymiany zdań, chwilowego zainteresowania, krótkiego uśmiechu, jakiejś małej pochwały. Bez żadnego osiągnięcia, drobnego sukcesu, nagrody. Bez celu.
Człowiek skrzywdzony wyrównuje ze światem rachunki. Wyjaśniłby to Jakubowi każdy psycholog. Ale Jakub nie chce psychoterapii, która może przyniosłaby mu jakieś uwolnienie. Terapia oznacza wysiłek, pracę, próbę odpowiedzi na pytanie: kim jestem? jaki mam obraz samego siebie? kim chciałbym być? do czego dążę? czy chcę i potrafię być z kimś?
Świat Jakuba to ojciec i matka: milczący, niewyspani, źli. Nie śpią od lat. Jakub budzi się o trzeciej w nocy, bo wysypia się w dzień. Razem z nim budzi się i jego tourette. Rodzice wstają, ścierają klejącą się podłogę, choć Jakub pewnie mógłby to zrobić sam.
Gdyby bardzo chciał.
Bo kiedy czegoś chce – potrafi na kilka chwil opanować tiki. Te umiejętność lekarze zaobserwowali także u innych turetyków: niektórzy w kinie potrafią powstrzymać chrząkanie. Bywają i tacy, którzy na kilka chwil potrafią zupełnie ukryć chorobę. Na przykład w czasie rozmowy kwalifikacyjnej, gdy starają się o pracę.
Kiedy Jakub nocą szuka telefonu komórkowego (zwykłego telefonu w domu nie ma), potrafi go szukać bezszelestnie. Potrafi wejść do pokoju rodziców i tam w ciemności rozglądać się bez najmniejszego krzyku, bez podskoku. Bo chce zadzwonić na sex-linię. Kiedy chce napić się wódki, przegląda szafki bez szmeru. Ma motywację, która zwycięża tourette’a.
Do wymycia podłogi motywacji brakuje. Nim Jakub zacznie, wyleje wiadro z wodą i narobi większego bałaganu. Rodzice sami wolą posprzątać. Wolą go ubrać, żeby nie podarł suwaka w spodniach. Zrobić mu kawę, choć nie powinni, bo kawa go pobudza. Ale kiedy jej nie zrobią, znowu usłyszą, co o nich myśli.
Wolno mu wylać wodę- wytrą, połamać krzesło – kupią nowe, obrazić – za to nie ma żadnej kary, bo jaka ma być?
Wracają z pracy, dają mu jeść, znowu sprzątają, reperują. Czasem ponarzekają. Nie pójdą do kina, jak kiedyś chodzili. Jakub boi się o nich, chce ich mieć cały czas przy sobie. Toleruje jedynie ich nieobecność spowodowaną pracą. Histeryzuje, kiedy spóźniają się kilka minut. Wyzywa, gdy wchodzą.
- Nienawidzę go i kocham w jednej chwili – mówi matka.
- Nie mogę mu wybaczyć, że obraża matkę – mówi ojciec.
- Ja go takiego urodziłam – płacze matka.
- Żeby on nie miał nóg – mówi ojciec. - Żeby nie widział, nie słyszał. Wszystko byłoby lepsze od tego. Spokojniejsze. Ludzie by mu chociaż współczuli.
- Mąż jest coraz słabszy – mówi ona. – Ja nie mogę zostać sama z Jakubem. Ja nie dam rady
Tego przy Jakubie mówić nie wolno. Tego boi się najbardziej. Obraz, który wraca do niego natrętnie, to cmentarz: widzi siebie nad ich grobem. Skąd tutaj przyszedł? Kto go tu przyprowadził? Kto nim się opiekuje? Kto go znosi? Kto myje podłogę?
- Nie! Kurwa! Nie chcę! Nie! Nie! Mamo!
Wie, że rodzicom jest ciężko. Chciałby to zmienić, zobaczyć, jak się śmieją. Ma i takie pragnienie.

Ulica

Jakub czasem wychodzi z domu. Do niedawna, kiedy mieszkali w wieżowcu, wychodził częściej. Ukradkiem brał matce pieniądze i przed południem szedł do baru. Tam stawiał piwo osiedlowym pijakom. Lubili go za to. I Jakub się cieszył, że ktoś go lubi.
Skończyło się: od roku mieszkają w odziedziczonym domu. Nikt już nie wali im w rury, nie przedrzeźnia, nie obraża. A robił tak pewien profesor uniwersytetu, sąsiad z wieżowca, bo nie mógł znieść wiecznych krzyków za ścianą.
- Skurwysyn – Jakub uśmiecha się krótko. – Nie miał ze mną łatwego życia, to fakt.
Teraz wychodzi tylko z ojcem albo z matką. Rzadko: cztery, może siedem razy w roku.
Każde wyjście za płot to strach: podskakuje, krzyczy, przeklina. Ludzie patrzą, dziwią się, wytykają palcami. Ale Jakub nie wygląda na wariata, wariat zresztą już nikogo nie dziwi. Jakub wygląda na takiego, który za nic ma normy ustalone przez ludzi. Wiec ludzie go upominają albo proszą, by się uspokoił.
Albo obrażają: cham, prostak, prymityw.
- Mamo! Mamo! – tak informuje ulicę, że nie idzie sam. Mama jest koło niego, mama go obroni, tylko mama daje mu bezpieczeństwo. Ludzie patrzą na matkę ze współczuciem albo z pogardą. Dziwią się, szepczą: kulturalna, porządnie ubrana, z zadbaną fryzurą, a syna nie potrafiła wychować.
Czasem (dwa razy w roku, trzy?) jadą razem za miasto: do lasu, nad rzekę. Kiedy Jakub wsiada do samochodu, musi z całej siły walnąć pięścią w przednią szybę.Wszystko, co w samochodzie było do urwania, chyba już urwał. A ojciec naprawił.

Cerata

Matka z ojcem nigdy nie zaakceptowali choroby syna. Ciągle szukają dla niego ratunku. Nie raz, nie dwa leżał na psychiatrii albo na neurologii. Niejedną deskę klozetową tam połamał. Lekarze dawali mu lekarstwa, zmniejszali albo zwiększali dawki. Zestawiali jedne leki z innymi. Czasem były efekty: tiki Jakuba malały. Na pół roku, na rok. Bo tourette jest sprytny: do leków szybko się przyzwyczaja. Tiki wracają z podwójną siłą.
Na tourette’a lekarstwa nie ma.
Rodzice usłyszeli kiedyś, że pewien profesor neurochirurgii operuje chorych na parkinsona.W ich mózgach – w przeciwieństwie do tourette’a – brakuje neuroprzekaźnika zwanego dopaminą. Skoro tamte operacje się udają, być może udałaby się i operacja Jakuba. Matka pojechała do wybitnego neurochirurga. Spytała, czy nie mógłby uratować jej syna. Profesor odmówił: to byłaby ryzykowna operacja, bo polegałaby na przecięciu dróg, którymi w mózgu biegną impulsy. Byłoby to kaleczenie mózgu bez gwarancji, że kaleczy się we właściwym miejscu. Bo nie do końca wiadomo, gdzie tourette w mózgu mieszka.
Ale rodzice wciąż próbują ratować syna. I teraz Jakub jedzie do szpitala. W samochodzie – to mu się zdarza coraz częściej – wali ojca albo matkę po głowie. Bije. Potem tego żałuje, myśli o sobie coraz gorzej, znowu przesadził.
W szpitalu od wejścia uprzedza wszystkich, że jest chory, i prosi, by się go nie bali. Jest uprzejmy i grzeczny, stara się. Ale nic z tego – stres potęguje tiki. Pielęgniarki, które sporo widziały, nie potrafią ukryć oburzenia: Co pan wyprawia? Kto to widział! Proszę się opanować!
- Tylko proszę mnie nie wiązać pasami – mówi Jakub do lekarzy na pierwszym obchodzie.
Lekarze patrzą, są mili, obiecują, ze nigdy tego nie zrobią. Wiąże się ludzi, którzy chcą sobie lub innym zrobić krzywdę. A Jakub krzywdzić nikogo nie chce.
Rodzice są teraz w domu: męczy ich cisza, brakuje im krzyku. Dzwonią do syna codziennie. On się cieszy.
Lekarze w szpitalu debatują nad tourette’em. Czytają literaturę, doniesienia w internecie. Zmieniają Jakubowi lekarstwa, zmniejszają albo zwiększają dawki. Czekają na efekty: tydzień, dwa, trzy…
Jakub wciąż wierzy, że może tym razem ktoś go od tourette’a uwolni. Kiedy o tym myśli, oczy mu się weselą. Uśmiechnięty wyjdzie wtedy ze szpitala. Pójdzie w miasto, pojeździ miejskim autobusem, nikt nie będzie mu się przyglądał. Na poczcie postoi w kolejce, pierwszy raz w życiu zapłaci rachunki. Pójdzie do kina albo do teatru. Zaprosi kobietę do restauracji. Zje z nią kolację z delikatnej porcelany, wypije wino z najcieńszego szkła…
A potem? Co miałby zrobić potem zdrowy mały chłopiec, który ma prawie trzydzieści lat? Wrócić do swojego pokoju, do lepiącej się ceraty? Do matki, która w milczeniu zmywa podłogę? Do ojca, który jest coraz słabszy? – Spierdalaj stąd- zawsze mu tak może powiedzieć. Ojciec go nie ukarze, bo jak?
Tak, wrócić tam, gdzie wszystko mu wolno i gdzie nic nie musi. Wyspać się. Żyć, póki oni żyją. I umrzeć, nim oni umrą. Niczego więcej nie chce.

Imię bohatera zostało zmienione

Zespół Tourette’a – choroba tików

Wiele osób doświadcza trudnego do zdiagnozowania zaburzenia, uznawanego często mylnie za chorobę psychiczną. Jest to zaburzenie neurologiczne określane jako zespół Tourette’a (jako jeden z pierwszych chorobę opisał w 1885 r. Georges de la Tourette). Choroba pojawia się między drugim a piętnastym rokiem życia. Pierwsze objawy najczęściej występują w wieku siedmiu lat. Jest to zaburzenie chroniczne. Może ustąpić lub osłabnąć po okresie dojrzewania, może trwać całe życie.
Choroba występuje na całym świecie, niezależnie do strefy geograficznej i klimatu.

Cechami charakterystycznymi zespołu Tourette’a są:

  • niezależne od woli ruchy: częste mruganie oczami, drgnięcia głowy, grymasy twarzy, drgnięcia kolan, drganie lub „szarpanie” tułowiem, ramionami, nogami oraz inne ruchy ciała;
  • niekontrolowane odgłosy: chrząkanie, parskanie, pociąganie nosem, kaszel „szczekający” oraz inne dziwne odgłosy;
  • niezależne od woli przeklinanie (u niektórych chorych)
Symptomy są zmienne, jedne mogą zastępować drugie. Ulega też zmianie ich częstotliwość i intensywność ich występowania. Nasilają się pod wpływem stresu, a podczas snu zazwyczaj ustępują. Właściwa diagnoza jest pierwszym i najważniejszym krokiem, jeśli chodzi o leczenie tego zaburzenia.
Jeśli zaburzenie to występuje u Ciebie, u Twoich dzieci, w Twojej rodzinie, wśród Twoich przyjaciół, znajomych lub kogoś z kim pracujesz, możesz napisać do nas:
Polskie Stowarzyszenie Syndrom Tourette’a
Centrum SZPITALNA, ul. Szpitalna 5/5, 00-031 Warszawa
Możesz również skontaktować się z nami telefonicznie w każdą środę w godz. 17-18.
Telefon (0-22) – prefiks - 828 91 28, w. 143

Nasza Misja

Stowarzyszenie wspiera osoby cierpiące na Syndrom Tourette’a i ich rodziny poprzez ułatwianie wzajemnych kontaktów oraz gromadzenie i upowszechnianie wiedzy o naturze tego schorzenia i możliwościach terapii.

Dla realizacji tych celów stowarzyszenie prowadzi działalność informacyjną i wydawniczą oraz współpracuje ze specjalistami i instytucjami działającymi w sferze edukacji, opieki zdrowotnej i badań naukowych.

Kalendarz wydarzeń

Czerwiec 2019
PnWtSrCzwPtSoNd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Najbliższe wydarzenia


Filmy edukacyjno-informacyjne

Nasza ankieta

Czy osoby dotknięte zespołem Tourette'a są wykluczane społecznie?

TAK - odpowiadam jako osoba z ZT
TAK - odpowiadam jako członek rodziny osoby z ZT
TAK - wykonuję zawód w którym mam kontakt z os. z ZT
TAK - odpowiadam jako członek społeczeństwa
NIE - odpowiadam jako osoba z ZT
NIE - odpowiadam jako członek rodziny osoby z ZT
NIE - wykonuję zawód w którym mam kontakt z os. z ZT
NIE - odpowiadam jako członek społeczeństwa

Zobacz wyniki


Organizacja Pożytku Publicznego Polskie Stowarzyszenie Syndrom Tourette'a posiada status
Organizacji Pożytku Publicznego
 
 


 Przekaż 1% podatku





Projekt TIK? TAK!

Z Tourettem po Polsce archiwum

Tourette de Pologne - Archiwum

Tourette

Zespół Tourette’a jest wrodzonym zaburzeniem neurologicznym, które charakteryzuje się występowaniem licznych tików motorycznych i głosowych. Zazwyczaj tiki przybierają łagodną postać, jednak w cięższych przypadkach symptomem choroby może być mimowolne przeklinanie lub wykonywanie nieprzyzwoitych gestów.

Nazwa zaburzenia pochodzi od nazwiska francuskiego neurologa i neuropsychiatry Gillesa de la Tourette’a, który w roku 1885 w czasie swojej pracy w szpitalu Salpetriere w Paryżu opisał dziewięć przypadków tego zespołu.

Stowarzyszenie

Polskie Stowarzyszenie Syndrom Tourette’a
Centrum Organizacji Pozarządowych SZPITALNA
ul. Szpitalna 5 m. 5
00-031 Warszawa

22 828 91 28 wew. 143

tourette@tourette.pl

Copyright © 2013 -2019 Polskie Stowarzyszenie Syndrom Tourette'a | Created by WebProjekt
Projekt zrealizowany przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.

Serwis stosuje pliki cookies w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowania Serwisu do preferencji użytkownika. Szczegółowe informacje o plikach cookies znajdziesz w Polityce Prywatności.

BLOG